Pogadajmy o autorytetach

5 dni temu

Przeczytałam ostatnio dwie mocne książki „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” autorstwa Justyny Kopińskiej oraz „Psycholog. Sprawa Andrzeja Samsona” Edyty Krześniak.

Z jednej strony znany psycholog dziecięcy, z drugiej zakonnica, dyrektorka Specjalnego Ośrodka Wychowawczego Sióstr Boromeuszek.

Andrzej S. był autorem książek, często zapraszany do telewizji w roli eksperta, po latach oskarżony o wykorzystywanie seksualne dzieci i rozprowadzanie materiałów pedofilskich.

Agnieszka F. nigdy nie odmówiła przyjęcia dziecka w potrzebie, z zewnątrz odbierana jako skromna, delikatna, uczynna. Od władz miasta Zabrze otrzymała nawet nagrodę św. Kamila – w uznaniu za jej wkład w szerzenie dobra i pomoc ludziom w potrzebie. Po latach na jaw wyszła ogromna skala przemocy: fizycznej, psychicznej i seksualnej, która miała miejsce w prowadzonym przez nią domu dziecka. Przemocy o której wiedziała, na którą dawała przyzwolenie i której sama była źródłem.

Obie te sprawy łączy jedno: autorytet. Nie kwestionuj, nie zadawaj pytań, nie sprawdzaj. Niemożliwe, żeby dziecku działa się krzywda. A jednak. Najbardziej przeraża to, że całe to zło pochodziło od osób, które z założenia miały pomagać.

Znany psycholog przyjmuje w swoim mieszkaniu, nie prowadzi kartoteki pacjentów, rodzicom bezwzględnie nakazuje opuszczanie mieszkania na czas 
”terapii”. Nie poddaje się superwizjom, nie jest przez nikogo kontrolowany, rodzicom tylko czasami wydaje się dziwne, że swoje dzieci odbierają bez rajstopek (było mu gorąco), z intensywnym zapachem męskich perfum i śladami szminki (znalazła w szufladzie). Po latach będą szukać zdjęć swoich dzieci w zabezpieczonych przez policję materiałach. Andrzej S. do końca utrzymywał, że jest niewinny i tylko pracował nad nowatorską terapią dzieci autystycznych. Zmarł w areszcie przed formalnym zakończeniem procesu.

Ośrodka prowadzonego przez Siostry Boromeuszki nie kontroluje żadna instytucja, formalnie leży to w gestii Zakonu, co nie przeszkadza urzędnikom umieszczać tam dzieci w wieku od 3 do 18 lat. Dzieci są regularnie karane za najdrobniejsze przewinienia, bite przez siostry i gwałcone przez starszych wychowanków. Zło dosłownie rozlewa się po surowych wnętrzach wypucowanego na błysk sierocińca. Dzieci na kilka tygodni „znikają ze szkoły”, zastanawiająco często spadają ze schodów, przewracają się na rowerze, uderzają głową w ścianę. Nie reagują nauczyciele, nie reagują lekarze, nie reagują kuratorzy. Wychowankowie w zasadzie przestają szukać pomocy na zewnątrz, bo widzą, że… i tak nikt im nie uwierzy. Przecież siostry to prawie jak wysłanniczki Boga, tyle dobrego robią, w głowie się nie mieści, że mogą bić i stosować tak okrutne kary.

Agnieszka F. do końca trwania procesu nie wyraziła skruchy, została skazana na dwa lata bezwzględnego więzienia.

Z jednej strony mamy zaangażowanych rodziców, którzy szukając dla dziecka pomocy oddają je wprost do paszczy lwa. Z drugiej strony dzieciaki opuszczone, niekochane, problematyczne, którym państwo powinno zapewnić opiekę i pomoc, a trafiają wprost do piekła. Ile młodych istnień zostało w ten sposób złamanych, dosłownie i w przenośni. Samson wpadł po tym, jak na śmietniku znaleziono zdjęcia i materiały o charakterze pedofilskim, siostrą Bernadetą zaczęto się interesować po tym jak dwóch byłych wychowanków ośrodka dopuściło się gwałtu i morderstwa na ośmiolatku.

Obie książki są przerażające, wszystko boli kiedy czyta się szczegółowe opisy przemocy. Odkąd zostałam mamą jestem tym bardziej uważna na tego typu tematy. To co mnie najbardziej uderza, to brak jakiejkolwiek kontroli i nadzoru. Obie te sprawy mogły się zakończyć dużo szybciej gdyby tylko odpowiednie służby zareagowały na czas, gdyby tylko ktoś uważniej posłuchał tego, co mówi dziecko.

Dodaj komentarz

Pogadajmy o autorytetach

Przeczytałam ostatnio dwie mocne książki „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” autorstwa Justyny Kopińskiej oraz „Psycholog. Sprawa Andrzeja Samsona” Edyty Krześniak.

Podziel się:
Zapis na newsletter: